Są dwa święta, których z premedytacją nie obchodzę w dacie kiedy one wypadają. Pierwszym jest Dzień Kobiet, a drugim Dzień Wszystkich Świętych.

Może to moja pokrętna logika, ale wychodzę z założenia, że Dzień Kobiet trwa cały rok i w związku z tym należy starać się cały rok, a nie tylko raz na 365 dni. Odnośnie zmarłych – taki miły przeskok tematyczny – to ich groby odwiedzam kilkukrotnie w ciągu roku, więc nie widzę potrzeby akurat 1 listopada, w jakże kameralnej atmosferze, spotykać się ze swoimi zmarłymi bliskimi w towarzystwie tysięcy innych ludzi.

Nie oznacza to bynajmniej, że uważam te święta za całkowicie niepotrzebne. Nie da się ukryć, że jest to niebywała okazja, a zarazem motywacja, aby ruszyć się z domu i przejechać nierzadko setki kilometrów celem odwiedzenia grobów zmarłych bliskich. To samo tyczy się Dnia Kobiet – w końcu chyba lepiej, żeby choć raz w roku dostała kobita kwiaty niż gdyby miała nie dostać ich wcale.

Zatem zadowoleni z pięknej pogody – 1 listopada – postanowiliśmy zwiedzić Twierdzę Modlin. Jak pewnie zgadujecie tłoku nie było :-).

Zajeżdżamy więc do Nowego Dworu Mazowieckiego i podpytujemy pierwszą napotkaną osobę gdzie znajdziemy Twierdzę. W odpowiedzi słyszymy, że wszędzie. Pytamy zatem kolejną osobę – tym razem Panią w średnim wieku więc teoretycznie rośnie szansa na uzyskanie bardziej precyzyjnej odpowiedzi. Niestety i tym razem usłyszeliśmy, że… wszędzie. Myślę sobie – robią nas w konia, nie ma co, tylko czekać aż sypną owsem pod nogi. Na szczęście Pani widząc nasze miny tylko się uśmiechnęła i wytłumaczyła, że dawne zabudowania i infrastruktura Twierdzy stanowią dużą część obecnego Nowego Dworu Mazowieckiego. Podziękowaliśmy i ruszyliśmy we wskazanym kierunku. Na marginesie mieszkańcy mają chyba niezły ubaw z przyjezdnych szukających Twierdzy…

Pomnik i tablica informacyjna Nowy Dworze Mazowieckim

Pomnik i tablica informacyjna Nowy Dworze Mazowieckim

Z uwagi na datę naszej wyprawy byliśmy od początku skazani na zwiedzanie indywidualne. Nie udało nam się także wejść na taras widokowy zlokalizowany na Wieży Tatarskiej (z którego dopiero musi być widać ogrom budowli), ani odwiedzić Muzeum Kampanii Wrześniowej i Twierdzy Modlin. Zwiedzanie zaczęliśmy od tablicy informacyjnej i analizy planu obiektu. Przez płot zerknęliśmy na teren Parku Militarnego i potem ruszyliśmy pod pomnik, który w pierwszej chwili – ze względu na socrealistyczną formę – wydał się być darem bratniego narodu. Z bliska okazało się jednak, że to pomnik naszych żołnierzy poległych w 1939 roku podczas obrony Twierdzy. A stylistyka pomnika wynika najpewniej z roku jego budowy (1957).

Ruszyliśmy dalej i przeszliśmy przez park podziwiając pobliskie zbudowania z czerwonej cegły. Sama Twierdza również została z niej wybudowana. Gdyby jeszcze framugi okien pomalowane były na czerwono możnaby poczuć się jak na Śląsku… Niestety okna to jeden ze słabszych elementów Cytadeli – w większości (a może we wszystkich?) szyby zostały powybijane, a jak nie trudno się domyśleć w tak długim budynku było co wybijać…

fragment zabudowań Twierdzy Modlin

fragment zabudowań Twierdzy Modlin

Po krótkim spacerze doszliśmy do potężnych wałów ziemnych, a po ich „zdobyciu” ukazał się nam najdłuższy budynek w Europie – Cytadela. Zabudowania ciągną się przez 2250 m długości i skrywają ok. 50 tys. m² powierzchni. Budynek Cytadeli ma kształt nieregularnego sześciokątu z dziedzińcem po środku (z góry przypomina literę ,,D”). Dawniej mieściły się tutaj koszary wojskowe dające schronienie 20 tys. żołnierzy, a w przypadku wojny Cytadela mogła pomieścić nawet do 100 tys. osób!

Twierdza Modlin z różnych stron

Twierdza Modlin z różnych stron

Jedno to wiedzieć, że zabudowania mają ponad 2 km długości, a drugie to zobaczyć na własne oczy budynek, który wydaje się nie mieć końca. Obiektywnie stan budynku to obraz może nie nędzy, ale na pewno rozpaczy. Nie da się ukryć, że Twierdza czeka cierpliwie na lepsze czasy. Z drugiej jednak strony obdrapane i nagryzione zębem czasu budynki mają swój specyficzny klimat, który o dziwo wciąga. Tak więc postanowiliśmy jak prawdziwi odkrywcy zwiedzić Twierdzę po swojemu! Ponieważ na nogach miałem solidne buty bez obaw sprawdzałem każdą napotkaną dziurę i zaglądałem tam gdzie tylko miałem ochotę. Udało nam się okrążyć główne zabudowania, choć nie raz musieliśmy pokonywać zarośla oraz skarpę otaczającą budynki… Nasze zwiedzanie pewnie było trochę chaotyczne, może nie przeczytaliśmy wszystkich tablic informacyjnych i nie trzymaliśmy się wyznaczonych szlaków, ale na pewno udało nam się poznać Twierdzę od innej strony.

zachód słońca nad Twierdzą Modlin

zachód słońca nad Twierdzą Modlin

Nad rzekę Narew dotarliśmy dokładnie w momencie zachodu słońca i musze przyznać, że czegoś takiego jak tam nigdy wcześniej w życiu nie doświadczyłem. To co rozegrało się przed naszymi oczami śmiało można nazwać prawdziwą magią. Nagle niebo zaczęło płonąć, a nad naszymi głowami pojawiło się 1000 różnych barw i odcieni. Kolor niebieski zanikał, a na niebie zastępował go kolor fioletowy i różowy (!?). Nim zmrok definitywnie zakończył przedstawienie zdołaliśmy jeszcze zrobić kilka zdjęć. Co prawda nie oddają one w pełni tego czego byliśmy światkami, ale żeby nie było że widzę kolorki, których nie ma :-) kilka zdjęć poniżej.

zachód słońca nad Narwią od strony Twierdzy Modlin

zachód słońca nad Narwią od strony Twierdzy Modlin

Podziwianie zachodu słońca pochłonęło nas do tego stopnia, że musieliśmy wracać po ciemku, ale jak widzicie piszę te słowa więc dotarliśmy szczęśliwie… czego, się jednak nasłuchałem w drodze powrotnej to tylko ja wiem…

Podsumowując: Twierdza jest ciekawym miejscem na spacer dla osób lubiących zarówno przyrodę, jak i obcowanie z historią. W niepogodę raczej odradzam. W mojej ocenie najlepszą zabawę będą miały osoby ciekawe świata, które w dzieciństwie wszystko traktowały jak wielką przygodę (oczywiście jeśli pozwolą sobie na chwile powrotu do przeszłości). Co do pozostałych, no cóż pozostaje spacerniak :-). Pewnie część osób stwierdzi, że Twierdzy Modlin to tylko wielka (dosłownie i w przenosi) ruina, ale ja byłem zachwycony – ponownie poczułem się jak dziecko szukające skarbów dla samej frajdy z szukania. To trochę jakby zapytać dziecko po co wchodzi na drzewo – a takie pytanie słyszałem często w dzieciństwie. Moja odpowiedź, którą doprowadzałem rodziców do szewskiej pasji, zawsze brzmiała tak samo – ponieważ jest fajnie. Tutaj też było fajnie i już.

ps. jak się okazało Pani również robiła nas w konia :-) na co zwrócił uwagę Pan Piotr w komentarzu (na starej wersji strony) – za który to komentarz bardzo dziękuje: “Pani robiła was w konia, ponieważ Modlin do 1952 roku stanowił całkowicie odrębną jednostkę organizacyjną wchłonięta przez NDM jako dzielnica. W zasadzie kompletnie bezpodstawnie, bo nawet nie leżą po tej samej stronie Narwi.”

ruiny spichlerza o zachodzie słońca

ruiny spichlerza o zachodzie słońca


Zostaw komentarz